środa, 8 grudnia 2010

8.12.10

Dobra, może jeszcze nie jest tak źle, bo jakimś cudem żyje. Ale wiecie co wam powiem? To koniec. Nie, nie z moim życiem i ze mną. Koniec z Piotrkiem. Nie kocham go. no ale może od początku.
Wczoraj napisałam, ze skończyło się moje życie. Dlaczego? Bo jego najlepszy przyjaciel się we mnie zakochał. Ale dzięki temu przejrzałam na oczy. Teraz wszystko zrozumiałam, wszystko stało się jasne. Znalazłam odpowiedzi na pytania.
Dlaczego nie odzywał się do mnie przez tyle czasu? Bo go kumpel prosił, żeby ze mną aż tak nie rozmawiał, bo widział, że mieliśmy dobre kontakty, a on był pewnie zazdrosny. A wiem, że on jest takim przyjacielem, że to zrobił.
Dlaczego się do mnie odzywał? O tu już jest zabawniej. Ja przez cały czas myślałam, że gdy dziwnym przypadkiem przechodził obok mojej klasy, że gdy chociażby wtedy na schodach stał nade mną i te wszystkie sytuacje. To nie dlatego, że ja mu się podobam. Nie. To dlatego, że chodził koło mnie z kumplem, bo tamten go prosił, żeby sam nie musiał iść.
Odrzuciłam jego kumpla, ale na szczęście się nie obraził, serio jest fajnym przyjacielem.
A teraz. Nie kocham Pawła. Jedyne co mi po nim zostało to może tylko sentyment. Usunęłam numer telefonu, całe archiwum rozmów, date urodzin z kalendarza w telefonie i datę naszego poznania się. Jedynie zostawiłam numer gadu, po co mam usuwać.
Może wam się wydać, że to nie możliwe, że przestałąm go kochać z dnia na dzień i że jeśli tak było, to że nie była to prawdziwa miłość.
Ja jednak nadal uważam, że to była moja pierwsza, prawdziwa miłość i nigdy się tego nie wyrzeknę. Mimo wszystko nadal go lubię ale jedyne co moze mnie z nim łączyć to tylko pzyjaźń.
I wiecie co? To wcale nie jest koniec. Nie, przeciwnie. To dopiero początek.

Pozdrawiam Pawle. Twoje J, które tak dobrze znasz.

wtorek, 7 grudnia 2010

7.12.10

Moje życie się skończyło.
Pzdr;*

`To pieprzone życie nigdy nie będzie wystarczająco dobre`.

piątek, 3 grudnia 2010

3.12.10

Siedzę w domu chora, możliwe, że przepuszczając swoja pierwszą i ostatnią szansę na zaistnienie w jego życiu, nie mogąc wydusić z siebie słowa.
DOBRA, wiem, że trochę dramatyzuję, bo doskonale wiem, że nic i tak by się dzisiaj nie wydarzyło (!), a moje gardło nie jest w aż tak kiepskim stanie jak je opisuje, bo od kilku godzin potrafię wychrypieć do telefonu- wszystko ok, mamo- gdy dzwoni, ale i tak nie czuje się dobrze.
Z nudów zrobię może jakiś demotywator. Na temat MIŁOŚCI.
O Boże, ja już świra dostaje od tego UZALEŻNIENIA OD NIEGO.
Przydałaby się jakaś dobra książka, ale nie mogę wyjść z domu do biblioteki, a nawet jak bym mogła to nie mam czasu na takie rzeczy, bo muszę się UCZYĆ UCZYĆ UCZYĆ  i jeszcze raz UCZYĆ.
A przynajmniej zdaniem mojej mamy.
Zastanawiałam się czy nie zrobić tej listy zalet, ale jakoś trudno mi pisać o sobie w samych superlatywach, więc chyba zrezygnuję z tego pomysłu.
Pzdr;*

`Człowiek jest jak rzeczownik, a rzeczownikiem rządzą przypadki`.

czwartek, 2 grudnia 2010

2.12.10

Haha, oczywiście Kashi wybaczam twój brak umiejętności do komentowania, za to jestem cholernie wdzięczna, ze czytacie;**
Dzisiaj nic konkretnego nie wydarzyło się, może poza tym, że gdy dzisiaj stałam w sklepiku szkolnym w kolejce (jeśli tak można nazwać grupę ludzi pchających się do małego okienka, w którym siedzi sprzedawca) koleżanki widziały jak pokazał głową kumplowi na mnie. No wiecie, tak głową kiwnął na mnie.
No i chyba jestem chora. mam gorączkę i gardło mnie boli. Ciekawe czemu???!
Może nie pójdę do szkoły, mnie to na rękę :D
Pzdr;*


`"Kocham cię" to słowa które nikogo nie obrażają, a zniszczyły nie jedną dobrą przyjaźń`.

środa, 1 grudnia 2010

1.12.10

Dobra, więc postaram się pisać jak najczęściej, kiedy tylko będę miała chwilę abyście byli chociaż trochę na bieżąco.
Bardzo wam dziękuje za komentarze, anonimowy xd, może i ma "dziwny styl pisania" jak to określiła Kashi ale to jemu (czy jej?) najbardziej dziękuje za ostatni komentarz:)
Dobra a teraz trochę o tym co się działo.
Serio to trochę trudno mi to wszystko spisać, ale postaram się chociaż dać wam zarys tego co się działo.
Zacznijmy od wczoraj.
Dzień jak dzień, byłam wściekła bo musiałam się uczyć do dwóch popraw, sprawdzianu, kartkówki+zadania domowe, ale jednak były też dobre strony tego dnia.
Otóż. Wracam sobie, nie zupełnie spokojnie, z kumpelą ze szkoły. Zobaczyłam, że koło biedronki czekali na nas koledzy z klasy, często razem wracamy, a razem z nimi stało trzech innych chłopaków.
W dwóch rozpoznałam kumpli Pawła ale za cholerę nie mogłam poznać kim jest ta trzecia osoba. Nie musicie zgadywać, to był ON.
Jego kumple zaczęli lepić kulki. Podleciał jeden, akurat ten którego nienawidzę, i zaczęliśmy się trochę obsypywać.
Wreszcie doszłyśmy do NICH. Okazało się, że szli w tym kierunku co my, bo szli do jednego z nich.
Przez całą drogę się sypaliśmy śniegiem, chociaż to ja byłam najbardziej poszkodowana, bo było ich trzech, tamci poszli ale co jakiś czas się zatrzymywali i na nas czekali, a ja jedna, na Ankę nie zwracali za bardzo uwagi- może trochę- i cały czas mnie wywracali, nacierali itp.
Szczególnie ten którego nienawidzę.
-Czemu ty cały czas idziesz na mnie? Idź na Ankę!- krzyknęłam.
-Bo on cię lubi- odpowiedział Paweł, a tamten się szczerzył i zaczął mnie sypać.
-O! Wiesz znam cię siedem lat i pierwszy raz słyszę, że ty mnie lubisz!-zaśmiałam się.
I wiecie co? Wcale, ale to WCALE nie spodobało mi się to co powiedział Paweł. Bo tak sobie pomyślałam, że jak podobam się jego kumplowi, a jego to nie obchodzi, to czyli ja mu się nie podobam. Tak sobie pomyślałam, ale nie miałam zbyt wiele czasu, bo cały czas mnie sypali.
Ja nawet nie wspominam o tym, że Paweł mnie wywrócił, a jego kumpel na mnie usiadł. Boże. Nawet tego nie komentujcie, proszę was. Domyślam się, ze gdyby chcieli mnie zgwałcić to by im się udało. No w końcu byłam tylko jedna, Anki nie licze nawet, cały czas tylko marudziła żebyśmy już szły. Tyle, że przecież to było w tym kierunku no ale dobra.
Szliśmy i wygłupialiśmy się wszyscy, a ON z takim tekstem:
-Julkaa.. a Krystian stwierdził, że fajna z ciebie dupa- uśmiechnął się.
No, trochę mnie zamurowało. Moja pierwsza myśl?- szkoda, że ty tak nie myślisz. Oczywiście tego nie powiedziałam.
-Chciałabym powiedzieć to samo, ale sam rozumiesz- zaśmiałam się.
Wygłupialiśmy się przez całą drogę, wracaliśmy chyba z jakąś godzinę, chociaż to serio nie było aż tak daleko. W sumie najbardziej mnie sypali i wywracali jego kumple on też ale mnie, chyba tak jak ja, za bardzo nie lubi śniegu.
-Ja bym się zesrał z zimna-powiedział.
Raz albo może nawet trzy powiedział im, żeby mnie już zostawili, ale sam mnie sypał, Boże xD
W końcu skręcili, a my dołączyłyśmy do tamtych, który (o dziwo) nadal na nas czekali.
Reszta dnia jest nie ważna, oczywiście.
A dzisiaj.
Stałam w szatni, bo oddawałam kurtkę. Podszedł koło mnie, żeby zrobić to samo ale akurat sobie poszłam, no przecież nie mogłam tam stać, tak o.
Potem siedziałam pod salą z moimi koleżankami, czekałyśmy na lekcje, a on akurat przechodził koło mojej klasy. Zaczęli się szczerzyć na mój widok.
-O, jak miło was widzieć- powiedziałam z sarkazmem. Oczywiście kłamałam, BYŁO mi miło GO widzieć.
Coś tam gadali i poszli ale wrócili się nawet nie po minucie, i w sumie właśnie nie wiem po co szli tamtędy, bo nawet z nikim nie gadali ani nic. Moja myśl, to że chciał przejść koło mnie, ale to moja wyobraźnia, nie zwracajcie na nią uwagi.
Było coś jeszcze ale wolę o tym nie wspominać xd.
I w końcu sedno sprawy.
Miałam iść z dziewczynami na poprawę z fizyki. Siedzimy sobie na ławce, a tu nagle on sobie idzie i siada obok chłopaka, który również tam siedział, i który jest z mojej klasy ale się do tego nie przyznaję xd.
Rozmawialiśmy w sumie może nie cały czas ale długo w każdym razie, ale jakoś nie usłyszałam, żeby przeklinał, czego dowiedziałam się później od Blanki. Powiedziała, że jak gadał z tamtym, to co drugie słowo padało "ja pierdo**, albo "kur**", chociaż osobiście tego nie słyszałam i wolałabym, żeby to nie była prawda, ale wierze Blance, niestety.
Weszliśmy do klasy. Usiadłam obok tamtego i z koleżankami, a on usiadł przed Kubą (tak ma na imię).
Pani powiedziała, że mam usiąść koło NIEGO. To znaczy jedno miejsce dalej ale w tej samej ławce.
-Ale on nic nie umie- zażartowałam, sugerując, że chcę ściągać.
-A Kuba też ci nie będzie dawał spisywać- odpowiedziała fizyczka.
-No właśnie będzie- wstałam i usiadłam obok niego. No prawie obok.
-Umiesz?- zapytałam.
Roześmiał się.
Pani zaczęła dyktować pytania.
-O.. długopis mi się wypisał- mruknęłam-masz długopis?- zapytałam GO.
-Nie mam- sięgnęłam po jego piórnik.
-Nie masz- mruknęłam.
-No przecież mówię, że nie mam.
Ale nie powiedział tego z nerwami tylko tym swoim głosem.. takim seksownym... o matko.. dobra, bo odlatuję...
-Blanka masz? Kuba?
Nikt nie miał, a pani dyktowała zadania.
Paweł patrzył się na mnie co jakiś czas.
Pani podała mi długopis.
-O dziękuję- uśmiechnęłam się.-A, te też nie pisze.
Roześmiał się. No tak, on się śmiał, a ja nie miałam czym pisać.
Pani podała mi drugi.
-Dziękuję.
Zaczęliśmy pisać. Czułam, że się na mnie patrzy. Też się popatrzyłam, a on dalej się patrzył. Odwróciłam głowę, ale wiem, że i tak się patrzył, bo potem jeszcze raz się popatrzyłam i było to samo.
-Pomóż mi- szepnęłam. Roześmiał się.
Otworzył zeszyt tak żebym widziała.
-To nie ten wzór- jęknęłam. Odwróciłam się do Blanki.- Blanka ile wzór do trzeciego?
Czułam, że się na mnie patrzył. Kuba mi podał wzór, i zaczęłam dalej pisać. A on się patrzył, czułam to. Co jakiś czas spoglądał na kartkę ale się patrzył.
Podsunął mi podręcznik od fizyki.
-Otwórz sobie sama.
Położyłam głowę na ręce.
-Dziękuje.
Pisaliśmy i nadal mi się wydawało, że co jakiś czas się patrzył ale bałam się też popatrzeć, nie wiem czemu.
-aa.. to nie to!
-Co się dzieje?-zapytała go pani.
-No, bo proszę pani ja to chciałem za tydzień poprawiać. Dzisiaj chciałem co innego..
-A co chciałeś poprawiać?
-No właśnie nie pamiętam..- roześmialiśmy się wszyscy. Patrzył sobie do zeszytu, a kartkę położył obok. Chciałam mu ją zabrać i zobaczyć odpowiedzi ale ją zabrał. Podręcznik też.
-No, ej- mruknęłam.
Spisał odpowiedzi z zeszytu i oddał pani kartkę, śmiać mi się chce, że pani się nawet nie kapnęła.
Jak wracał do ławki chciał usiąść, ale zawrócił i nachylił się nad moim ramieniem i powiedział:
-Ja nie mogę, spisałem wszystko z zeszytu- roześmiał się cicho i usiadł. Serce mi szybciej zabiło.
-A mi to już nie pomożesz- uśmiechnęłam się- nienawidzę cię.
-Z wzajemnością- usiadł na miejscu. Myślałam, że się spakuje i pójdzie ale nie siedział dalej.
Minęło jakieś pięć minut i też oddałam kartkę. Zaczęłam się z dziewczynami pakować, on też.
-Idziemy na tą matmę, czy za tydzień?- zapytała Anka.
-To chodźmy za tydzień- odpowiedziałam, bo już mi się nie chciało iść i chciałam jeszcze chwile z nim pobyć.
Anka zaczęła mi coś mówić, że mamy źle, bo coś tam trzeba było inaczej obliczyć itp.
-Boże Anka, o czym ty do mnie mówisz, w ogóle nic z tego nie rozumiem. Nie umiem tego, nie rozumiesz?- zaśmiałam się, a on szedł za mną. Też się roześmiał.
Położyłyśmy swoje rzeczy na ławce. Podszedł i położył swój plecak koło mojego.
Zaczęłam z nim o czymś rozmawiać, o WCZORAJSZYM.
-O, moje niebieskie rękawiczki- roześmiałam się.
-Wczoraj by ci się przydały- wyszczerzył zęby.
-Miałam wczoraj. A ty mi jakoś nie specjalnie pomogłeś. Wyciągnęłam telefon.
-O sms- mruknęłam.
-Od kogo?-zapytała Blanka.
-Nie wiem, nie znajomy numer.
-To nie odpisuj, nie wiadomo kto to- zakpiła.
-Jaka debilka- zaśmiałam się- nie odpisuję. Podniósł plecak i poszedł przez podstawówkę.
Chciałam powiedzieć "A na razie, to nie łaska?" ale się powstrzymałam. Ubrałyśmy się i też poszłyśmy.
O matko ale się rozpisałam.
Ciekawe czy to przeczytacie. Czekam na wasze komentarze,
pzdr;*

`Za każdym razem, gdy myślę o tobie rysuję jedną gwiazdkę. I wiesz co? Mam już całe niebo`.